Postępowanie upadłościowe nie zawsze musi oznaczać likwidację majątku i zakończenie działalności przedsiębiorstwa. Ustawodawca w przepisach Prawa upadłościowego (art. 266a i n. p.u.) przewidział możliwość zawarcia układu, który pozwala uniknąć likwidacji majątku poprzez dalsze prowadzenie przedsiębiorstwa – przez dotychczasowego dłużnika lub, jeśli tak przewiduje układ, przez inny podmiot – a jednocześnie umożliwia wierzycielom ukształtowanie zasad zaspokojenia ich wierzytelności w sposób, jaki sami uznają za właściwy, a nie według sztywnych reguł podziału funduszów masy upadłości.
Ustawa nie narzuca konkretnego momentu na złożenie propozycji układowych, ale w praktyce układ ma sens głównie wtedy, gdy majątek masy upadłości nie został jeszcze w całości spieniężony. Propozycje mogą wyjść nie tylko od upadłego. Prawo taką możliwość daje też każdemu wierzycielowi (bez znaczenia jaki rodzaj czy wielkość wierzytelności) oraz syndykowi. To istotna różnica względem układu restrukturyzacyjnego, gdzie krąg uprawnionych jest węższy - obok dłużnika propozycje mogą złożyć rada wierzycieli, nadzorca sądowy lub zarządca, a także wierzyciel bądź wierzyciele mający łącznie ponad 30% sumy wierzytelności.
Same propozycje muszą jasno określać, jak zrestrukturyzowane zostaną zobowiązania, i nie mogą dawać wierzycielowi więcej niż wynosi jego wierzytelność. Najczęściej chodzi o odroczenie terminu płatności, rozłożenie długu na raty, jego zmniejszenie, konwersję na udziały lub akcje, albo zmianę czy uchylenie zabezpieczenia. Pole do manewru jest więc spore, ale zawsze w granicach ustawy i realnych możliwości dłużnika.
Trzeba jednak pamiętać, że nie wszystko da się objąć układem. Poza nim zostają m.in. alimenty i renty (w tym te z tytułu odszkodowania czy zamiany dożywocia na rentę), roszczenia o wydanie mienia czy zaniechanie naruszeń praw, wierzytelności ze spadku wchodzącego do masy upadłości, a co do zasady także roszczenia pracownicze, chyba że sam wierzyciel zgodzi się je objąć układem.
Razem z propozycjami układowymi syndyk, upadły lub wierzyciel mogą wnioskować o wstrzymanie (całkowite lub częściowe) likwidacji majątku do czasu zatwierdzenia układu. W końcu nie ma co negocjować, jeśli majątek już zniknie. Są jednak wyjątki. Nie można wstrzymać likwidacji, gdy układ nie gwarantuje szybkiej spłaty wierzytelności nim nieobjętych, ani gdy sprzeciwi się temu wierzyciel zabezpieczony hipoteką lub zastawem na majątku, którego wstrzymanie miałoby dotyczyć.
Decyzję zawsze podejmuje sędzia-komisarz, wskazując, co jest niezbędne do wykonania układu, a co można jeszcze spieniężyć. I tu pojawia się ciekawe rozróżnienie. Sędzia może wstrzymać likwidację, jeśli jest tylko uprawdopodobnione, że układ zostanie przyjęty i wykonany (art. 266c ust. 1 p.u.) - ma wtedy pole do własnej oceny sytuacji. Ale gdy za wnioskiem stoją wierzyciele reprezentujący łącznie co najmniej 50% sumy wierzytelności uprawnionych do głosowania (art. 266c ust. 2 p.u.), sędzia musi wstrzymać likwidację – to już nie kwestia oceny, tylko twardej, policzalnej większości.
Podobna logika rządzi zwołaniem zgromadzenia wierzycieli w celu głosowania nad układem. Sędzia-komisarz może je zwołać, gdy uprawdopodobniono, że układ przejdzie i zostanie wykonany (np. dzięki deklaracjom poparcia albo po prostu dlatego, że propozycje są na tyle atrakcyjne, że racjonalny wierzyciel nie miałby powodu głosować na „nie”). Musi je natomiast zwołać, gdy za wnioskiem opowiedzą się wierzyciele z co najmniej 50% sumy wierzytelności – tu już nie ma miejsca na odmowę.
Zanim jednak dojdzie do głosowania, sędzia-komisarz musi zatwierdzić listę wierzytelności. Ustawa dopuszcza tu pewien pragmatyzm. Głosowanie może odbyć się nawet przy częściowym zatwierdzeniu listy, jeśli sporne wierzytelności (objęte sprzeciwami) nie przekraczają 15% sumy wierzytelności objętych układem. Dzięki temu drobne spory nie blokują całej procedury.
Po prawomocnym zatwierdzeniu układu sąd kończy postępowanie upadłościowe. Dłużnik odzyskuje wtedy pełną kontrolę nad swoim majątkiem. Syndyk oddaje mu majątek, księgi, korespondencję i dokumenty, a samo postanowienie pozwala wykreślić wzmianki o upadłości z ksiąg wieczystych i rejestrów.
To ma też konsekwencje procesowe. Rozpoczęte przez syndyka, a niezakończone skargi pauliańskie (o uznanie za bezskuteczną czynności dokonanej ze szkodą dla wierzycieli) zostają umorzone, a w pozostałych sprawach cywilnych dłużnik po prostu wchodzi na miejsce syndyka.
Zawarcie układu to jednak dopiero początek – teraz trzeba go wykonać. Rola syndyka przekształca się w nadzorcę wykonania układu, który pilnuje realizacji jego postanowień i co trzy miesiące raportuje do sądu. Jeśli dłużnik nie wywiązuje się z ustaleń, w szczególności nie płaci terminowo, sąd może układ po prostu uchylić.
Mechanizm jest bardzo podobny, z jedną istotną różnicą, że zwołanie zgromadzenia wierzycieli może wnioskować sam upadły, jeśli uprawdopodobni, że dzięki układowi osiągnięte zostaną cele postępowania. Cele rozumiane jako oddłużenie, czyli umorzenie zobowiązań niespłaconych w ramach układu, przy jednoczesnym zapewnieniu wierzycielom lepszego zaspokojenia niż przy klasycznej likwidacji. Z wnioskiem może wystąpić też każdy z wierzycieli. Sędzia-komisarz może przy okazji wstrzymać likwidację majątku upadłego, w tym mieszkania czy domu, w którym mieszka, nawet jeśli likwidacja jest już w toku, o ile nie została jeszcze zakończona.
Układ w upadłości to narzędzie, po które - zależnie od sytuacji – sięgnąć może i dłużnik, i wierzyciele, i syndyk. Daje realną szansę na uratowanie firmy zamiast jej wyprzedaży, a wierzycielom pozwala samodzielnie ustalić zasady spłaty, co często kończy się lepiej niż sztywna, ustawowa likwidacja. Wszystko to jednak działa tylko wtedy, gdy układ zostaje faktycznie wykonany. Nie jest to więc sposób na ucieczkę od problemów finansowych, tylko realna droga do ich rozwiązania, z poszanowaniem praw wierzycieli.